Change

 

Marek Żołędziowski – wywiad


7 czerwca 2010

 

Gdy rozpoczynał Pan pracę w agencji Doug Faber Family, a następnie przekształcał  w Change Integrated, wiele osób wątpiło w powodzenie tych działań. Czas pokazał jednak, że byli w błędzie. Co o tym zadecydowało?

Złożyły się na to dwa główne czynniki. Po pierwsze, tworząc Change Integrated, zaproponowaliśmy rynkowi coś nowego. Połączyliśmy elastyczność i szybkość działania niezależnej agencji z doświadczeniem zdobywanym przez lata w najlepszych agencjach sieciowych. Po drugie, agencja Change pojawiła się na rynku w odpowiednim momencie. Rozpoczynający się kryzys paradoksalnie stał się naszym sprzymierzeńcem. W trudnych czasach klienci są bardziej skłonni do weryfikowania dotychczasowych strategii marketingowych i częściej organizują przetargi. Niewątpliwie efekt nowości na rynku i talent osób, które zgodziły się współtworzyć Change, spowodowały, że zaczęto zapraszać nas do niemalże wszystkich najważniejszych przetargów na rynku.

Wielu ekspertów z zagranicznych rynków przewiduje, że przyszłością branży reklamowej będą w głównej mierze małe, możliwie najbardziej wyspecjalizowane i elastyczne w swojej działalności agencje? Co Pan o tym sądzi?

Zgadzam się z tym. Wystarczy przyjrzeć się rynkowi reklamowemu w Wielkiej Brytanii- największemu i najbardziej rozwiniętemu pod względem reklamy obszarowi w Europie. W ciągu ostatnich 4 lat powstało tam więcej nowych, niezależnych agencji niż w ciągu minionych dwudziestu. Co ważniejsze, wiele z nich odniosło wymierny sukces i zdazyło zadomowić się na dobre na brytyjskim rynku. Wiekszość z nich stworzyli dobrze znani, doświadczeni menadżerowie, którzy zmęczeni ograniczeniami „sieciówek” postanowili stworzyć własne firmy – mniejsze, bardziej elastyczne podejmujące logiczne decyzje w kwestiach zarządzania, uniezależnione od polityki holdingow reklamowych zorientowanych jedynie na zwiekszanie kursu akcji i zysku akcjonariuszy. Nic więc dziwnego w tym, że to własnie te firmy są w stanie urzec klientów swoją pasją i zaangażowaniem. Podobny trend można rownież zaobserwować w Polsce. Od pewnego czasu w finałach najważniejszych przetargów, na równi z sieciowymi, walczą – i często te „boje” wygrywają – agencje niezależne.

Jak według Pana dziś wygląda sytuacja w branży? Czy obecnie tworzenie małych, niezależnych agencji w ogóle ma sens?

Kryzys wciąż trwa. Jest to zatem z oczywistych względów trudny czas dla całej branży. Jednak z drugiej strony jest to znakomity moment do zdobycia przewagi konkurencyjnej. Właśnie w okresie kryzysu małe, niezależne agencje maja większe szanse na realizacje projektów dla znanych marek. Czasy, kiedy to agencje siesiowe były gwarantem jakości i kreatywnosci, mamy juz za sobą.

Jakich najważniejszych wskazówek udzieliłby Pan osobom, które dopiero od niedawna działają w branży reklamowej?

Początki na pewno nie będą łatwe. Trzeba być przygotowanym na ciężką pracę – zapewne cięższą niż kiedykolwiek wcześniej. Trzeba być także odpornym na krytykę. W naszym przypadku pierwszy rok był dla nas wielką próbą. Ale im więcej słyszeliśmy głosów, że się nie uda., tym wiekszą mieliśmy motywację, by udowodnić wszytskim pesymistą, że są w błędzie. Nawet jeśli przydarzy się gorszy okres, kilka przegranych przetargów z rzędu czy strara klient, nie wolno się poddawać. To, moim zdaniem, klucz do sukcesu.

Z jakich żródeł można pozyskać środki w początkopwej fazie działalności agencji, gdy nie posiada ona jeszcze zbyt wielu klientów?

To już kwestia bardzo indywidualna. Wszystko zależy od tereminacji i podejścia. Można zacząć w sposób „garażowy”, w jednopokojowym biurze i rozwijać firmę wrza ze zdobywaniem nowych klientów. Można też szukać inwestorów. To może byz ważny sprawdzian – jeśli jesteśmy w stanie przekonać kogoś do zainwetsowania środków w nową agencję, to istnieje duża szansa, że uda się również namówić pierwszych klientów do współpracy. Niezależnie jednak od wybranego scenariusza, trzeba zabezbieczyć finansowo działalność na minnimum 6 miesięcy. Jest to szczególnie ważne w czasach, kiedy uzyskanie kredytu dla firm obarczone jest dodatkowymi zabezpieczeniami, a terminy płatności często są absurdalnie wydłużane. Płynność finansowa sieje się jednym z najważniejszych kryteriów decydujących o sukcesie lub porażce przedsięwzięcia.

Co jest najważniejsze we wczesnej fazie funkcjonowania agencji?

To samo, co i w kolejnych etapach, czyli determinacja, pasja i wiara, że tworzy się coś wyjątkowego. Z agencjami jest tak, jak z markami, nad którymi pracujemy codziennie. Muszą przedewszytskim wyróznić, znaleźć swoja niszę, określić swoje DNA, które będzie attrakcyjne dla klientów. Przykład Change pokazuje, ża trzeba mieć ambitne plany i wytrwale dążyć do ich realizacji.



Change Facebook